Mój koszyk

Przedmiot

Ilość

Cena

Usuń

Wspomnienie o Umberto Eco

Jak (o)tworzyć bibliotekę świata?
Trzy wspomnienia o Umberto Eco i pytania zapraszające do dyskusji


Śmierć Jacquesa Derridy nie była dla mnie ważnym wydarzeniem. Niespełna dwanaście lat temu – autor O gramatologii odszedł jesienią roku 2004 – interesowałem się przede wszystkim filozofią personalistyczną o zabarwieniu teologicznym. Słyszałem już wprawdzie o dekonstrukcji, ale nie koncentrowałem się na tym zagadnieniu. W 2013 roku, gdy wchodziłem pomału na szczyt fascynacji Derridiańską koncepcją różnicy, dotarło do mnie nagle, że już prawie 10 lat nie ma wśród nas francuskiego filozofa. Przyznaję, że nie jestem ani znawcą, ani miłośnikiem twórczości Umberto Eco, ale kiedy dowiedziałem się o tym, że zmarł, postanowiłem od razu, w miarę spontanicznie, napisać przynajmniej parę słów o wspomnieniach, jakie się z nim łączą. Może zainspiruję Czytelników niniejszego tekstu do odszukania w pamięci własnych wspomnień dotyczących włoskiego myśliciela.

Pierwsze wspomnienie to Imię róży, film nakręcony na podstawie książki Eco  o tym samym tytule. Myślę, że było to co najmniej naście lat temu, ale nie pamiętam, kiedy dokładnie. Nie zrozumiałem go wtedy. Pocieszam się sentencją: „jesteśmy tym, czego nie zrozumieliśmy”. Kiedy przed paroma laty zapoznałem się z treścią powieści, film stał się dla mnie bardziej czytelny. Jest to jedna z tych książek, które uczą sztuki dyskusji, chociaż na pewno autora nie należy z tego powodu oskarżać o „dydaktyzm”. Nie są dla mnie ważne spory wokół tego, czy włoski pisarz spostmodernizował średniowiecze, czy może prędzej uśredniowiecznił postmodernizm. Jestem przekonany, że ciekawie wsłuchać się w wielogłos, który pojawia się w powieści. Jest tam prawie cała biblioteka świata…

Drugie wspomnienie to przygoda z Dziełem otwartym. Kiedy przygotowywałem notatki do rozprawy doktorskiej, miałem w planie napisać o koncepcji Eco. Ostatecznie, na temat hermeneutyki pisałem odnosząc się przede wszystkim do tekstów Martina Heideggera, Hansa-Georga Gadamera i Andrzeja Przyłębskiego, ale nadal uważam, że „hermeneutyczny zwrot” to w pewnym sensie właśnie „otwarcie dzieła”. Włoski filozof stara się w swoim magnum opus przekonać czytelników, że dzieła sztuki były zawsze otwarte, ale w nowoczesności twórcy bardziej tę otwartość podkreślają. Kompozytor muzyki awangardowej John Cage w swoim 4’33 (cztery minuty, trzydzieści trzy sekundy ciszy) proponuje inną „otwartość” niż Chopin w koncertach fortepianowych. Rzecz jasna, dzieła obu kompozytorów są otwarte na różne wykonania (to interesujące, że w muzyce wykonanie jest synonimem interpretacji) i na to, aby przypisywać im rozmaite znaczenia (filozoficzne, socjologiczne). Jednak Cage refleksyjnie posługuje się otwartością swojego dzieła i dzieła w ogóle. Jego cisza jest jak gdyby wzmożoną otwartością, która prowokuje do stawiania pytań o status dzieła sztuki. Innymi słowy, jest pytaniem o sztukę jako taką, podobnie jak obrazy Jacksona Pollocka (action painting) i wiele innych artystycznych przedsięwzięć nowoczesności. Eco podaje różne przykłady dzieł „bardziej otwartych”: książka, w której można przestawiać kartki, utwór muzyczny, którego poszczególne części orkiestra może zagrać w dowolnej kolejności. Warto dyskutować, czy popularne  w ostatnich dekadach zjawisko włączania odbiorców do współtworzenia programów telewizyjnych, przedstawień teatralnych i performansów jest owocem refleksyjnego otwierania (dzieł) sztuki. W każdym razie eseje włoskiego myśliciela zachęcają do kontynuowania rozmowy dotyczącej statusu sztuki w (po)nowoczesności, a ponadto roli autora/odbiorcy w tworzeniu/odczytywaniu dzieła, znaczenia sztuki interpretacji i wielu innych zagadnień.

Wspomnienie trzecie. Eco otworzył mi drzwi do postmodernizmu innego niż francuski i amerykański. Dzięki odkryciu, że w ogóle jest jakiś inny postmodernizm (nie tak bardzo liczy się etykietka, ponieważ chodzi o niejednoznaczne idee, a od etykietek myśliciele lubią się dystansować) zapoznałem się z wybranymi tekstami Gianniego Vattimo i Giorgio Agambena, a także Odo Marquarda. Poszerzanie horyzontów może być wielką radością! Pojawia się przy tej okazji problem usytuowania autora Dzieła otwartego wśród twórców myśli współczesnej. Badanie jego tekstów będzie w przyszłości zadaniem, nie tylko dla zdeklarowanych „Eco-logów”. W „powieściach” mieszał gatunki literackie, łączył perspektywy różnych epok. W publikacjach akademickich stawiał śmiałe tezy dotyczące współczesności. Był twórcą osobnym, a jego (otwarte?) dzieło nie pozwala się zaszufladkować. Jednocześnie, kojarzenie go z postmodernizmem nie wydaje się błędem – ciekawe, nie tylko w tym kontekście, jest pytanie o specyfikę włoskiego postmodernizmu – choć warto dodać, że był raczej teoretykiem nurtu niż postmodernistą. Może wystarczy powiedzieć, że był wyróżniającym się filozofem współczesności i zostawić do dalszych dyskusji, w jaki sposób, między innymi na podstawie jego publikacji, jesteśmy w stanie współczesność opisać. 


***


Chciałbym poruszyć jeszcze następującą kwestię. Nawiązałem wcześniej do słów „biblioteka świata”. Eco miał ponoć dziesiątki tysięcy książek. Pamiętam, że kiedy czytałem o tym miałem mieszane uczucia. Byłem pełen podziwu, ale równocześnie wątpliwości. Tak duża ilość książek wydawała mi się drogą do tego, aby żadnej z nich porządnie nie przemyśleć. Ale przecież autor Imienia róży przemyślał bardzo wiele. To jak w końcu, liczy się ilość czy jakość? Jedno jest pewne: od książek można dostać zawrotu głowy – przy okazji: vertigo to pojęcie, dzięki któremu w interesujący sposób pozwala się porządkować filozofia Eco – zwłaszcza w bibliotekach, ale także przed ekranami laptopów i innych gadżetów, na których czytamy e-booki. Zresztą, nie tylko od książek można dostać zawrotu głowy. Zanurzeni w oceanie przesłań, niesieni przez rozmaite fale, które nie zawsze pytają, czy chcemy na nich posurfować – czy możemy tak po prostu wyjść na brzeg i odetchnąć? Jakkolwiek się z tym sprawy mają, dzieło włoskiego filozofa zaprasza, aby porozmawiać o współczesności, wychodząc między innymi od następujących pytań: Czym może być „biblioteka świata”? Jak ją (o)tworzyć? Jakie klucze do niej są „powszechnie dostępne” i jak rozumieć „dostępność”? U kogo szukać tych kluczy? Jak rozpoznać prawdziwe klucze wśród symulakrów kluczy? W jaki sposób samodzielnie je (klucze) tworzyć?


Krzysztof Lindstedt

Newsletter

Dowiedz się jako pierwszy o nowych książkach, promocjach i specjalnych ofertach. Zapisz się do naszego newslettera!